25.11.1891

wiceprezydent krajowej dyrekcji skarbu, rozesłał w łych dniach okólnik po wszystkich biurach, w którym przestrzegł przed tem, ażeby urzędnicy nie posyłali do niego żadnych ciotek, ani wujów, ani posłów, ani też innych dygnitarzy z próśbą o protekcję. P. Korytowski zaznaszył, że takie nachodzenie i maltretowanie go nic nie pomoże petentom i przeciwnie zaszkodzić im nawet może. Pochwalamy ten krok p. Korytowskiego, który widocznie na serjo zabiera się do reform pożądanych, a skoro niejedno złe dzieje się tam jaszcze, to położyć je chyba należy na karb dawnego szablonu. Trudno uwierzyć, a przecież faktem jest, że biedacy w tym urzędzie, zanim otrzymają adjutum 400 złr. po zdaniu nawet egzaminu, pełnia funkcje nieplatnych praktykantów po 2 i 3 lata. Czy to w porządku, że państwo wymaga od kogoś usług bezpłatnych? A wiedzieć należy, że praktykanci ci pracują tak samo, jak urzędnicy. Jest to wyzysk, ludzie ci umierają formalnie z głodu, czekając jak zbawienia na adjutum. Nądzarzy tych bezpłatnych, umierających z głodu, szefowie od kilku miesięcy pocieszali tem, że wyszlą ich na komisje do Zabłotowa, Jagielnicy i Monasterzysk, po odbiór tytoniu. Nie jestto wcale miła wycieczka. Od rana do nocy trzeba stać przy odbieraniu tytoniu podczas mrozu i za to dostaje się miesięcznie kilkadziesiąt guldenów, w Zablotowie i Jagielnicy trwa to 2 miesiące, a w Monasterzyskach zaledwie 4 tygodnie.
Dla biedaków wycieczka ta oznaczać miała zdobycie monety, której zresztą nigdy nie widzą, a to, co przepisując nocami zarabiali, nie wystarcza w obecnych czasach nawet na suchy kawałek chleba:
Wyrządzono im niespodziankę. Nagle dowiadują się, że na 26 wyjeżdżających na te komisje, znajduje się zaledwie trzech z kategorji najbiedniejszych, a reszta składa się z samych takich, którzy pobierają adjutum albo też są już urzędnikami. Kilku na wiadomość o tem, gdy wszystkie ich nadzieje i rojenia rozwiały się w jednej chwili, rozpłakało się w biurze rzewnemi łzami. Trzej nieszczęśliwcy wyjeżdżają do Monasterzysk, gdzie komisja urzędować będzie tylko miesiąc. Jeden z pominiętych wziął na odwagę i udał się z zażaleniem do p. Korytowskiego, który wysłuchał go i uznając słuszność skargi, wypłacić mu kazał zapomogę a oprócz tego wysłał go na komisję. Krok ten wywołał u biedaków otuchę i spodziewają się, że p. Korytowski wglądnie w całą tę maszynerję i naprawi to, co ozna za złe i niesprawiedliwe. Podług nas niesprawiedliwem jest przedewszystkiem żądanie bezpłatnej pracy od biedaków, którym — gdy po kilkoletniem przymieraniu głodem otrzymają rocznie aż 400 złr., każą natychmiast sprawiać uniform za sto kilkadziesiąt gld. P. Korytowski, gdyby chciał zbadać te wszystkie szczegóły, niezawodnie postarałby się o usunięcie niesprawiedliwości, a gdyby to zrobił, zasłużyłby sobie na uznanie społeczeństwa i wdzięczność biedaków.

1888 з поляків