Podobnie jak na tle innych świąt uroczystych, tak i na tle Zielonych Świątek, powstało w Polsce wiele interesujących i charakterystycznych zwyczajów i obrzędów.
Mimo, że Zielone Świątki nie były i nie są obchodzone u nas z taką uroczystością, jak Boże Narodzenie i Wielkanoc, jednak mają one swój osobny urok. Mieści się on w przystrajaniu drzwi i okien domów zielonemi galęźmi — "majem" i rozrzucaniu po posadzce liści tatarakowych. Jest to, jakgdyby wprowadzenie w dom wiosny ku radości i weselu serc.
Kapryśna jednak nasza wiosna często na Zielone Świątki nie dostarcza jeszcze zieleni, a chłodne wiatry i deszcze nauczyły ludzi przezornego przysłowia:
Do świętego Ducha — nie zdejmuj kożucha,
a po Świętym Duchu — chodź jeszcze w kożuchu.
Jeżeli jednak pogoda dopisze, to lud polski oddaje Się ochotnie zabawom i obrzędom. Niektóre z nich są bardzo znamienne i piękne. — W Radomskiem np. dziewczęta wiejskie w pierwsze święto stroją bukietami lub girlandami przydrożne krzyże i figury we wsi i po okolicznych drogach, za co otrzymują od księdza podziękę, a czasem nawet poczestunek. W Podlaskiem zaś, głównie kolo Siedlec, istnieje — jak opowiada Gołębiowski ("Gry i zabawy") — starożytny zwyczaj, że gromada chłopów pędzi wołu, na którym przywiązany bałwan wypchany słomą, w siermiędze, czapce i butach. Wól biegnie przez wieś, a wszyscy obecni wołają: Roduś, Rodtiś! Zwyczaj to jakiś sędziwy i prawiekowy, bo sensu jego nawet patryarchowie wiosek nie umieją wytłumaczyć.
Piękna wiosenna pora — o ile panuje pogoda — wywabia w tych dniach z miast ludność na spacery pozamiejskie. Tłumne takie spacery odbywają się szczególnie w Krakowie i Warszawie. Celem ich — Bielany. W dawnej Polsce wycieczki te miały barwny, charakterystyczny wygląd. Kto z cudzoziemców — opisuje wspomniany autor — w drugim dniu Zielanych Świątek widział na Bielanach (pod Warszawą), tę ludność całkiem ze stolicy wylaną, to mnóstwo powozów, ten ubiór kobiet rozmaitością i pięknością zadziwiający, widokiem tylu bogactw i wdzięków tylu, zachwyconym bywał. Zawsze bywał na Bielanach August II, i III., o ile był w tym czasie w Warszawie. Za czasów Stanisława Augusta przejażdżka ta była modną i widziano tam powozy przez biegaczów poprzedzane, mnóstwem dworzan otoczone.
Dawniej był zwyczaj, że w poniedziałek Świąt Zielonych przepływano na prawy brzeg Wisły do wsi Golendzinowa (dziś ulica na Pradze). Tam odbywało się wesele losem wybranej, ubogiej córy jednego z obywateli Starego miasta. Promy były umajone w gałązki brzeziny i ozdobione barwnemi wstążeczkami na masztach. Po ukończonej zabawie wójt staromiejski zbierał posag dla nowozaślubionej. Zwyczaj ten istniał podobno od 200 lat, od czasu zbudowania tam klasztoru Kamedułów na wzgórzu zwancin Półkowa Góra. Później przeniósł się na Bielany, gdzie wesela takie odprawiano jeszcze w obecności króla Stanisława Augusta w r. 1766.