28.11.1891

Obraz Jana Matejki.
Po upadku politycznym Rzeczypospolitej pozostała nam prócz stuletniej niewoli, prócz rozczarowań i wstydu, pamięć wielkich czynów i nadzieja, pozostał nam lud, praca i pokuta.
Wród ciernistej i ciemnej drogi, po jakiej stąpamy, błyskają nam jasne światła tych czynów, których koroną było ogłoszenie konstytucji. Fakt to był wielki i wspaniały, chwila trwająca wiecznie w pamięci naszej, a na kartach historji doniosłe zajmująca znaczenie, tem większe, że powstała w dniach państwowej niemocy i nierządu, w chwili, kiedy godziny życia politycznego były już policzone, kiedy niezadługo miano się ostatecznie podzielić szmatami ziemi naszej, jak szatą ukrzyżowanego Chrystusa!... Czyn zrównania wszystkich stanów stał się niejako żywym i wiecznie żyjącym protestem przeciw bezprawiu, jakie na nas popełniono prawem kaduka i posostal jasnym promieniem słońca, który powinien nam przyświecać na dalszej drodze naszego życia tulaczego.
Dzień 3. maja nie mógł bez wpływu pozostać na ówczesną poezję i literaturę i w niej też pozostawił nam źródło ciepła, które dzisiaj zagrzewać i podniecać jest w stanie. Nie dziw więc, że i stuletni obchód rocznicy tego wielkiego dnia rozbudził na nowo poezję w cześć dla siebie, rozbudził sztukę, której przed stu laty zaledwie ślady istniały, a która dzisiaj z przepychem i blaskiem stanęła na równi z literaturą do uświetnienia obchodzonej pamiątki. Ma prawo do bytu naród, który przez cały szereg lat niewoli stworzył u siebie sztuki plastyczne, ma prawo do życia i sztuka zrodzona w niewoli, a tak głośno niosąca w świat szeroki dowody istnienia narodowości i cywilizacyjnych jej postępów. Między nami z jednej, a prawem pięści z drugiej strony wre dalej zażarta walka o każdy dzień, przegradzający nas od powrócenia nam praw należnych, ale ową bronią teraz jest praca nad oświatą naszego ludu i nasza sztuka! A w historji tej sztuki na pierwszem miejscu zapiszą wieki imię: Jana Matejki.
Potężnym talentem swojej indywidualności przesunął on przed oczy nasze cały szereg obrazów z przeszłości, wskrzesił i plastycznie pokazał chwile upokorzeń i radości, podniósł cześć dla czynów minionych, wzmocnił miłość do przyszłości, a przedewszystkiem dowiódł możliwego rozwoju sztuki i obudził do niej zamiłowanie.
Matejko zajął od pierwszej chwili tak wybitne stanowisko, jako malarz polskiej przeszłości narodowej, jakiego po nim nie jest w stanic zająć żaden z artystów, chociażby nawet w przybliżeniu.
Potrafił on poruszyć nerwami całej masy narodu polskiego i wpłynąć na artystów pobratymczych, zwracając ich ze zwykłej drogi banalnych i szematycznych tematów do badania swojej przeszłości i czerpania w niej natchnień tworzenia. Ale każdy wielki talent, zwany dzisiaj powszechnie "genjuszem", jest w sobie zamknięty i pracuje li tylko podług własnej indywidualności. Naśladujący go, są zwykle miarnotami, nie mającymi żywotnej siły, to też prędzej czy później giną marnie i bezpowrotnie. Genjusz, wskazuje tylko drogę, po której inni iść mogą, ale sposobów do chodzenia każdy sam sabi szukać jest obowiązanym. Jego sposoby, są tylko dla niego i tylko jego indywidualna potęga niemi się posługiwać jest wstanie.
Jedną z wielu potęg Matejki działania na widzów i porywania tłumów, jest bezgraniczna prawie siła jego uczucia w odtwarzaniu wyraża stworzonej przez siebie postaci, a równocześnie przeczucie tendencji, jaka w danej chwili może oddziałać na społeczeństwo. To też prace Matejki można podzielić podług ich znaczenia na pewne epoki, które pozwalają nam doskonale rozumieć stan duszy artysty w chwili pewnych wypadków, działających na masy, wymagającej przez swoje nerwowe rozdrażnienie sztuki albo literatury tendencyjnej. Że Matejko potrafił każdą pracą swoją zadowolić to wymaganie, jest to tylko dowodem jego olbrzymiego uczucia i zrozumienia ducha narodowego.
Każdy obraz Matejki, jest odtworzeniem chwili, stanowiącej epokę w naszej historji. Połączenie Polski z Litwą, dało artyście temat do obraza "Unja Lubelska', zgniecenie na dłuższy czas potęgi Moskwy tworzy "Batorego pod Pskowem"; bezład i wybryki niczem nieokiełznanej szlachty, wyzyskującej złotą wolność, rabującej pracę kmiotka i rzucającej się w przepaść upadku dało nam "Kazanie Skargi!" Ile tu prawdy i wyrazu!... Kto raz widział Skargę, ten całe życie go pamiętać będzie, a typy z , "Unji Lubelskiej" pozostaną nie śmiertelne, bo Matejko włożył w nie całą swoją duszę, którą odczul i odgadnął ówczesne charaktery i sposób odbierania wrażeń.
Następują czasy wstrętne i podłe szalbierstwem i sprzedażą własnej ojczyzny! Możnowładztwo i buta magnaterji doprowadza ją do upadku. Za pieniądze, za wieczne używanie oddają na łup Moskwy własnych braci i ziemię krwią ich napooną! Oburzają się na jednego czlowieka uczciwego, co kochając te ziemię ped nogi im się rzuca, nawołując do opamiętania. Ta zbrodnia, na własnej matce-ziemi spełniona, natchnęła Matejkę do obrazu "Rejtan". Przypominam tylko, jaką burzę wywołało ukazanie się tego obrazu. Jakiemi środkami wpływano na artystę, aby obrazu publicznie nie pokazywał i nie kompromitował całej przeszłości narodowej! Sumienia się poruszyły na rzuconą im przed oczy z taką siłą i brutalną prawdą wstrętnego czynu.
To też jakby dla złagodzenia tego wrażeńia powrócił artysta do dalszych nam wieków i zrobił "Bitwę pod Grunwaldem".
Między temi pracami, które olbrzymim rozmiaremi swoim i potrzebnemi sludjami mogłyby już wypełnić życie artysty, widzimy wiele mniejszych, które nazwaćby można rodzajowemi, chociaż estetycy nasi tak samo je do historycznych zaliczają. Są między niemi prawdziwe arcydzieła, kto wie czy nierównie piękniejsze od owycli olbrzymów, wśród których gubi się widz i patrzy ciągle w objaśnienia. Taki "Zygmunt i Barbara", "Wit Stwosz", "Maćko Borkowicz", "Zawieszenie czwonu Zygmunta", "Kochanowski nad zwłokami Urszulki", "Stańczyk" i wiele innych, to prawdziwe perły w dziejach światowej historji sztuki.
I Matejko, ten "mistrz", jak go nazywamy, pie pozostał obojętnym na echo obchodu rocznicy 3 maja. Wrażliwa dusza jego, odbierająca uczuciem swojem każdy ton wibrujący w narodzie, musiała pochwycić nowy temat nadający się do tendencyjnego cyklu i bez względu na podszarpane zdrowie pracą ludzkie przechodzącą siły, pokazał nam nowy obraz p. t. "Ogloszenie konstytucji".
W obrazie tym pozwolił sobie Matejko na zmiany, jakie zwykle w obrazach czyni. Jako malarz tendencyjny, nagina on tak porządkowe czyny w historji jak i osoby działające do swoich przekonań, aby tem wyrażniej zaznaczyć nie sam fakt, ale całą epokę, o której tendencję mu chodzi. To też całą scenę ogłoszenia konstytucji przemósł z kościoła na ulicę, bo tu mógł łatwiej przedstawić zapał i potężnie dzialająca na tłumy radość. Tutaj również wprowadził ludzi, którzy albo przy uroczystości nie byli, albo nawet już leżeli w grobie. Pracuwali oni jednak nad powstaniem konstytucii, przygotowali jej ogłoszenie, a przez to samo stanowili epokę i mają prawo do znajdywania się na obrazie.
(Dokończenie nastąpi.)
[Kurjer Lwowski, 27.11.1891]
Cały tłum różnobarwnych postaci dygnitarzy i posłów posuwa się ku portalowi katedralnego kościoła. Na stopnie wstępują — zanadto może teatralnie — król z wyciągniętemi rękami i rozpromienioną twarzą, odziany czerwonym płaszczem z gronostajami. Przed nim burmistrz Warszawy Deckert z córką, rzucającą pod stopy królewskie kwiaty, a tuż pod baldachimem, czekającym na króla, stoi w otoczeniu dam... pani Grabowska. Za królem ciągnie się cały szereg postaci, jak: Branicki, Czetwertyński, Piatoli, Matuszewicz, Ignacy Potocki i doskonała w ruchu figura Kołłątaja, z oburzeniem patrzącego na rzucającego się na ziemię opozycjonistę Suchorzewskiego. Poza nim widać grupę marszałków Małachowskiego i Kazimiera Sapiehę, niesionych na rękach zwolenników konstytucji, a obok z podniesioną chorągwią narodową postępuje Kościuszko. Za tą grupą stoi Andrzej Zamoyski w stroju francuskim, który obok Staszyca prowadzi za rękę ubranego w kożuch wieśniaka.
Przed szpalerem gwardji narodowej siedzi na koniu Józef Poniatowski, a w lewo i prawo tłumy ściśniętego narodu. Tło obrazu stanowi architektura. Z prawej strony portal katedry, z lewej inna wielka budowla, a w środku perspektynicznie wyciągnięta ulica Św. Jana z widniejącym zamkiem królewskim. Architektura oświetlona błyskami zachodzącjgo słońca wspaniale się przedstawia, chociaż nie jest najlepiej wykreśloną. Na calym obrazie tłum i ścisk nie do opisania. Godzinami, dniami całemi patrzćby trzeba i postać po postaci poznawać i do całości dosuwać. Grup nie wiele, a te, co są, nie występują z tłoku innych osób.
Drugie plany i dalsze nawet, z tą samą siłą, co i pierwsze malowane — koloryt przepełniony jaskrawemi barwami o obrysowanych brunatnych konturach drżących — sprawia właściwy obrazom Matejki niespokój, a na widzu robi pewnego rodzaju nerwowe oczekiwanie. Nerwowość tę wywołuje także i sposób stawiania figur. U Matejki wogóle postacie stoją za mało pewnie i silnie. W obrazie "Konstytucji" widać to na niosących Małachowskiego, i prawie że na wszystkich figurach, widocznych z tylu.
Niepokój wywołują również ręce z rozbiegającemi się zawsze palcami i o wielkim wyrazie, co zresztą należy już do nieuniknionej maniery wielkiego artysty. Wyrazy twarzy u każdej ze znajdujących się na obrazie postaci, to same arcydzieła, pomimo, że nie wszystkie są podobne do tych, których mają przedstawiać. Aksamity, brokaty i złote wyszywania są przepyszne w wykonaniu i aż nadto szkodliwie działają w obrazie swoją prawdą i naturą. Koloryt, podłożony jak zwykle tonem fioletowym, działa nadzwyczaj efektownie, ale jaskrawo.
W ostatnich swoich obrazach poszedł i Matejko za prądem czasu i przekonał się o potrzebie rzeczywistej powietrza w obrazach, których sceny odgrywają się pod golem niebem. To też tak "Kościuszko po bitwie Racławickiej", jak i "Ogłoszenie Konstytucji" dominują ponad innemi większą prawdą powietrznej perspektywy i bytnością samego powietrza. Jest to wielkie ustępstwo ze strony genialnego artysty na korzyść nowych prądów w sztuce, które nie są przecież tak pogardy godne, z jaką je większośc naszych polskich krytyków traktuje. Każdy nowy kierunek zdobywa sobie zwolenników i opozycjonistów. Nie dowodzi to jednak wcale chęci "zagłady historycznego malarstwa", ani "reformatorskich zamachów, pragnących zupełnie zmienić jego istoty".*)
W sztuce, która dochodzi najwyższej swojej potęgi i utrzymuje się na wyżynie przez dluższy przeciąg czasu powstaje maniera. Wśród maniery znachodzi się człowiek, nie odpowiadający tej manierze czyli szematyzmowi ogólnych pojęć i zwraca się do czegoś innego — do natury zwykłej, brutalnej, którą z całą naiwnością naśladuje. Za nim idą inni, tworzy się zastęp zwolenników, wymiana zdań, walka, szkoła przeradza się i uzdrawia tę manierę, aby uczynić epokę i znowu dalej dochodzić do maniery. Tak było zawsze, jest i będzie tak samo, jak są i będą tacy, którzy, nie wierząc sami w to, co głoszą, wmawiają koniecznie, że "racjonalizm zakwestionował praw bytu kierunkowi historycznemu w sztuce", albo że fantazja Matejki "nie mogąc się utrzymać w polożeniu równoleglem do przedstawianych zdarzeń wzbiła się wyżej, porwana odśrodkową silą pociągu symbolistycznego".(sic!)**)
Matejko obrony nie potrzebuje, bo potęga jego indwidualności i odgadywania charakteru chwili, w jakiej dana scena się rozgrywała, jest tak wielką i tak przekonywającą, że działa na każdego od pierwszego spojrzenia na jego obraz. Chociaż więc wiemy, że kompozycją swoją odbiegi w "Ogłoszeniu Konstytucji" od opisów współczesnych, chociaż wprowadził do działania osoby nawet nieżyjące podówczas, to pomimo tego przekonywujemy się, że tak, a nie inaczej uroczystość ta przedstawiać się musiała.
Ten nastrój świąteczny, te ruchy współdziałających postaci, te wyrazy zmuszają nas do hołdu dla wielkiego artysty mimo widocznych braków po całym rozrzuconych obrazie. Dlatego też mylne jest zdanie o wszelkich symbolach i mistycyzmach przypisywanych Matejce. Czynią to zwjkle ci, którzy koniecznie chcą coś powiedzieć, a nie mając fachowej i krytycznej znajomości przedmiotu, ratują się frazesami, do których ich uprawniają jakoby "niebiańskie postacie" w jego dziełach.
Matejko jest na wskróś realistycznym, tak w grupowaniu i układzie poszczególnych osób, jak i w samem wykonaniu szczegółów. Każda jego kreacja wyraża aż nadto zrozumiale epokę czasu, w której żyła, a kompozycjami swojemi stara on się w jak najprawdziwszy sposób przedstawić to, co czuje, aby wywołać w widzu te same uczucia i pobudzić go do myślenia nad sceną i tematem. Takim miał być i jest ostatni jego obraz, a jeżeli chodzi komuś o symbolikę, to przyznam, że i tej w nim nie brakuje. Taka szlachta, podnosząca za dobre słowo w entuzjazmie "brata-magnata" — albo taki Suchorzewski, któremu karty do grania z kieszeni się wysypały, to rzeczywiście aż nadto symboliczne przypomnienie obecnej chwili, w której wysprzedajemy się Niemcom ze świętej naszej ziemi dla Monaco!...
*) Patrz Dziennik Polski z 22. listopada 1891 r. tamże.
**) Patrz Dziennik Polski z 22. listopada 1891 r. tamże.
Roman Lewandowski.
[Kurjer Lwowski, 28.11.1891]

1888 з поляків