kj.

Boże Narodzenie — święto wesela i radości znajduje w duszy ludu oddźwięk niezwykle charakterystyczny dla jego psychiki. W zwyczajach, które lud w czasie tego święta obserwuje, znajdziesz prastare, sędziwe szczątki pogańskich jeszcze wierzeń, utrzymywane niezwyciężalną silą tradycji, z odmian zwyczajowych odczytasz bogactwo jego upodobań, stopień wrażliwości i inteligencji, w kolędach wreszcie dojrzysz naiwne, pierwotne, ale mocne wzloty jego duszy na skrzydłach modlitwy, zachwytu, radości...

 

Najuroczystszą chwilą jest oczywiście Wigilja. Krzątanie się wielkie, popychanie i potrącanie w pośpiechu trwa od samego ranka. Dzień zimowy krótki, a roboty moc. Przede gospodarska wieczerza składać się musi z siedmiu potraw. Trzeba i strucle upiec z bielusieńskiej, jak się patrzy, mąki, trzeba pierogów różnych nawarzyć, a kutję przygotować. A tu dzieciska, zamiast pomagać, plączą się i chapią, co gdzie które może, a dyć post... Albo bezczynnie wyzierają, mało se ta oczu nie wypatrzą, tej gwiazdeczki, co pierwsza zamigoce na niebie. Gdy wreszcie gwiazdka ona zaświeci, co za radość i uciecha u dzieciaków, a powaga u gospodarza, kej u księdza w kościele, gdy stół sianem i obrusem po wierzchu zaściela, a po kątach świetlicy snopy żylnej albo jakiej innej słomy stawia. Czasem opina stół jeszcze łańcuchem, aby się chleb trzymał, a pod stół kładzie żelazo płużne, aby krety roli nie psuły. Wresztie i gospodyni gotowa ze swojem. Posyła się duchem po ludzi, z którymi była zwada, aby przyszli i jako goście do wieczerzy wspólnej zasiedli na przepomnienie uraz i niechęci w gorącości krwi powstałych. Bieluśki opłatek, jako ten, w którym Jezus utajony, bierze gospodarz do spracowanych rąk i dawnym, ojców-praojców zwyczajem łamie sie nim z gospodynią, domownikami i gośćmi, z prostego, niezaklamanega serca życząc szczęścia, zdrowia i wszelakiej innej pomyślności.

 

Po spożyciu wieczerzy gospodarz resztki jej skrzętnie zbiera do misy i zanosi do obory, gdzie niemi bydło rogate obdziela, mając na myśli uzyskanie błogosławieństwa Bożego w chudobie, albo też może (jak w niektórych okolicach wierzą) wół, czy baran który po ludzku przemówi i przyszłość szczęśliwą wywróży.

 

Tymczasem zaś w chacie odbywa się w różnoraki sposób odgadywanie rzeczy przyszłych i poszukiwanie szczęśliwej wróżby. Moc-ci bowiem jest wielka i światłość ogromna na ziemi w tę noc Narodzenia Pańskiego.. Czemużby doli swojej przyszłej w tej światłości dojrzeć nie można było... Mogloć się przecie tak stać, że zaplątane w siano na stole ziarenko żyta, czy pszenicy, czy jęczmienia znaczy, że na jedno, czy drugie, czy trzecię w przyszłym roku urodzaj setny będzie. Alboli też, dlaczego dziewucha kraśna, czy parobek rosły, wyciągnąwszy żdżbło siana zielone, wierzyć nie mają, że ich w zapusty czeka wesele... Co do tego, to można się jeszcze inaczej "dowiedzieć": przez rzucanie o ściel kutią i baczyć, czy przylgnie...

 

Kiedy się już w ten sposób do syta przyszłości naodgadują, wśród radości i wiela śmiechu ciskają wszyscy pękami słomy, tej co w snopach w kącie stała była, o pułap, aby przez tę uczepioną u pułapu i rozrzuconą po ziemi słomę, izba była podobną do stajenki w Betlejem. Ze słomy tej trzeba także ukręcić przewiósło i obwiązać niem drzewa owocowe, aby na wiosnę pięknie zakwitły i zrodziły...

 

I jeszcze wiele innych jest obrzędów i uciech wedle zwyczaju i ochoty. Jakoto okradanie na żarty sąsiadów, oprowadzanie przebranych za dzikie zwierzęta, a to za tura i wilka, ze śpiewem, śmiechem, radością i straszeniem, na pamiątkę jakiejś pogańskiej wiary w gadki o ludziach, co się dla złości swej w dzikie zwierzęta zamieniali i wyprawianie wielu, wielu innych psot.

 

Nazajutrz, na św. Szczepan — "każdy sobie Pan", dlatego, że parobek czy dziewucha mają do woli: pozostać w dawnej służbie lub ją porzucić. Gospodyni przygotowuje misę barszczu i zaprasza wszystkich do jadła. Kto z czeladzi nie weźmie łyżki, znaczy się, że wymawia służbę.

 

Wśród tego zaś wszystkiego rozbrzmiewa donośny, gromki śpiew-kolęda:

 

"Bóg sic rodzi, moc truchleje..."

 

Cala bowiem radość z wielkiej Nowiny — iż Panna porodziła Syna, a Słowo stafo się ciałem i zamieszkało między nami — całe wesele, urok i czar tego święta wyraził lud w ulubienym śpiewie w kolędzie. Obojętne jest to, że nie zawsze twórcą tych pieśni jest lud, a żak, czy jaki włóczęga jarmarezny, gdyż decyduje tu upodobanie.

 

Śpiewa tedy lud, jako o pólnocku zajaśniała wielka, krwawa luna na niebie, iż zrobiła się jasność. jak we dnie, choć "jesce gwiazdy świecą", a wśród tej jasności "jakieś wojsko z nieba leci", "ogniem ziemię zapalają", śpiewając rozgłośnie po wszej ziemi: "Gloria in excelsis Deo". Luną pobudzeni pastuszkowie w przerażeniu i niepewności trwaja, aż ich mądry Bartosz oświeci, coza "cuda niesłychane" się dzieją i zawezwie, aby wszyscy, wziąwszy co każdy ma najlepszego, poszli pokłon oddać Nowonarodzonemu i złożyć dary. Ubogi zaś ludek parobków i komorników dostarcza muzyki, której składanie i opis jest ulubionym motywem w kolędach. Drogę wskaże anioł złocisty. Udają we tedy wszyscy gromadnie do stajenki, która śpiewający nie wyobraża sobie bynajmniej w Betlejem, ubogiem mieście.

 

Przybywszy tu, oddają głęboki pokłon, dary przyniesione składają, śpiewają i grają rzęsiście a szczerze i z zapałem. Nie brak przytem komicznych wydarzeń, jak ten, iż

 

"Maciek musiał stać u drzwi z obuchem,
Bo się tam nie zmieścił z swym wielkim brzuchem."

 

Lamentują nad ubóstwem dzieciątka:

 

"Porzuciłeś śliczne niebo, tak pięknemi osnute gwiazdami;
Opuściłeś i Janiołów, a tu między bydlętami.
Racys leżyć w żłobie, mogąc wszelką sobie zrobić wygodę."

 

Wreszcie zanoszą prośbę do Boga w dzieciątku o zaspokojenie różnych potrzeb i braków, a także: "Daj niech Cię kochamy" — a więc proszą o łaskę miłości, o zdolność serca ku kochaniu.

 

Prócz śpiewanych kolęd raduje lud swą duszę przedstawieniem w jasełkach różnych Herodów, królów, diabłów i przemyślnych frantów.

 

[Kurjer Lwowski]

24.12.1914